26.05.2013

[ 07 ]

Justin's perspective
Wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak zaplanowałem. Liz zauważyła mnie w krzakach, a na jej twarzy widoczna była wyraźna złość i chęć zabicia mnie. Słodko.

Wyszedłem z ukrycia i momentalnie znalazłam się koło niej, ukazując swój zniewalający uśmiech.
-Jesteś dupkiem, wiesz? -powiedziała i wstała, ale uniemożliwiłem jej wyjście.
-No co? Przecież mówiłem, że ci się podobam. -odparłem pokazując jej, żeby usiadła.
-Czy naprawdę musiałeś wysyłać Matta na zwiady? W ogóle skąd wy się znacie? Whatever, gratulacje, dopiąłeś swego. -lekko mnie popchnęła i wybiegła najszybciej jak mogła zostawiając mnie samego.

Co jest nie tak? Skoro mnie lubi to może powinna mi to jakoś bardziej okazywać? Ta dziewczyna jest bardzo skomplikowana, ale to najbardziej mnie w niej pociąga i mam zamiar sprawić, że będzie moja, tylko moja.

Elizabeth's perspective
Justin zachował się jak totalny kretyn i dupek. Musiał się dowiedzieć jak go postrzegam choćby nie wiem co i oczywiście wygrał. Znowu. Następnym razem nie dam mu tej satysfakcji, bo następnego razu nie będzie. Muszę sprawić, żeby poczuł się odrzucony. Nie wierzę, że to mówię, ale muszę znaleźć sobie... chłopaka. Tylko jakim kosztem? Ugh.

Dobiegała godzina 21, Drew nadal nie było. Trochę mnie to martwiło pomijając wcześniejsze wydarzenia. Wzięłam do ręki mojego iPhone'a i wykręciłam jego numer.
-Halo?
-Hej, Drew. Gdzie jesteś? -zapytałam.
-A co, tęsknisz, mała? -wiedziałam, że pod nosem się uśmiechał.
-Oh tak, bardzo. Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie. -burknęłam.
-Jestem... -urwał. Usłyszałam wielki łomot i momentalnie Drew rozłączył się zostawiając mnie w cholernej niepewności. A jak coś mu się stanie? Boże, dlaczego ja się nim przejmuje? No dobra, był dziwny i tak dalej, ale nie zasługuje na śmierć. Nie w tym wieku. Nie teraz.

Justin's perspective 
-Wojna gangów, przygotuj się. -powiedział do mnie Matt, a ja zacząłem wyjmować broń.
-Tym razem kto na kogo? -zapytałem, ponieważ nie byłem na to gotowy.
-My przeciwko Dead Circle. Wygramy to, to frajerzy. -zakpił.
-Nie lekceważ wroga. -prychnąłem wkładając ostatni pistolet do kieszeni mojej kurtki. -Idziemy! -krzyknąłem do reszty chłopaków, po czym momentalnie znaleźliśmy się na terytorium, na którym miała odbyć się walka.

Dochodziła godzina 23, a nasi przeciwnicy nadal się nie zjawiali. Oni nie mogli tak po prostu odpuścić, nie po tym, co im zrobiłem. Tyson Bennett wie o tym najlepiej, jest przywódcą tego gangu. Dwa lata temu zabiłem całą jego rodzinę i nie czułem smutku, nie miałem ich na sumieniu, wręcz przeciwnie, cieszyłem się ze swojego czynu. Jako tako nie było żadnego powodu, dla którego to zrobiłem, chyba, że dla czystej zabawy.

Nagle usłyszałem ciężkie kroki.
-Nadchodzą. -powiedział Matt z tyłu, gotowy do ostrzału.
-Nie teraz. -upuścił broń i czekał, aż wydam rozkaz.
-No no, Justin Drew Frajer Bieber. -przywiał mnie Tyson, widocznie rozbawiony swoim żałosnym żartem.
-Tyson Sierota Bennett we własnej osobie. -odgryzłem się jego własną bronią.
-Radziłbym ci uważać na słowa. -prychnął podchodząc bliżej.
-Dlaczego? Nie boję się ciebie ani twojego dziecinnego gangu. -powiedziałem lekceważąco, na co dostałem dosyć mocnego kopniaka w brzuch.
-Dostaniesz takich więcej jak nie zamkniesz mordy. -zagroził mi, na co ja wybuchłem śmiechem. Tym razem to ja zasadziłem mu kopniaka. Upadł ciężko na podłogę.
-No nie mów, że już się poddajesz. -burknąłem.

Nagle poczułem uderzenie z tyłu, odwróciwszy się ujrzałem jednego z tych frajerów. Oddałem mu prawym sierpowym, udało mi się go powalić. Następnie szła na mnie większa grupka przeciwników, kazałem przygotować broń i na mój znak chłopcy cisnęli w nich amunicją. Miotali się na wszystkie strony, krew rozbryzła się na wszystkie strony, plamiąc moją koszulkę. W tym momencie mnie to nie obchodziło, czułem się dumny z tego.
-Śpij dobrze, Bennett. -powiedziałem.
-Spotkamy się w piekle, Bieber. -odparł, po czym wystrzeliłem prosto w jego serce. Zamknął oczy i na zawsze odpłynął z tego świata.
-Dobra robota, panowie. Wracamy. -powiedziałem.
-Nie tak prędko. -usłyszałem za nami głos. Odwróciłem się i ujrzałem... głowę gangu? No proszę.
-Po co przyszedłeś? -zapytałem zdezorientowany.
-Masz zabić te sukę. -splunął.
-O kim mówisz?
-O Elizabeth, siostrze Drew. Zabij ją. -powiedział stanowczo.
-Dlaczego? -moje ciało momentalnie wypełnił strach. Bałem się. Bałem się o nią.
-Bo niedługo pewnie się dowie, że ty i Drew jesteście tym, kim jesteście, a do tego nie możemy dopuścić. -odparł, po czym odpalił papierosa i zaciągnął się jego dymem.

Mam ją zabić? W życiu, kurwa. 

-A co, jeśli tego nie zrobię? -zapytałem zaciekawiony, na co on parsknął śmiechem.
-Zrobi to Drew, a jeżeli oboje się z tego nie wywiążecie, sam to zrobię. -odwrócił się i zniknął w ciemnej uliczce.

***
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!
  • Proszę was, nie zostawiajcie rozdziału BEZ KOMENTARZA! Komentujcie, motywujecie mnie tym do dalszego pisania + mniej więcej wiem, ile osób czyta moje opowiadanie.
  • Jeżeli macie możliwość - dodajcie się do obserwujących NA DOLE! Ok? :)
  • Jeżeli chcecie być informowani o dalszych rozdziałach - napiszcie swój nick z twittera w komentarzu/zakładce 'informowani'.
  • Polecajcie to opowiadanie znajomym :)

+ Długość tego rozdziału mnie nie zadowala, ale myślę, że treść wyszła ok.
Co sądzicie? :)

14.05.2013

[ 06 ]

Jedyne wolne miejsce było koło Biebera. Niechętnie przeszłam na koniec sali i zajęłam koło niego miejsce. Posłał mi swój zniewalający uśmiech, ale zignorowałam go. Moim jedynym celem było odepchnięcie go od siebie najdalej jak to możliwe. Mam nadzieję, że uda mi się to zrobić, chociaż widzę już na starcie, że łatwo nie będzie.

Wyjęłam z torby książki i położyłam je na ławce, po czym przeniosłam swój wzrok na pana Smitha, nauczyciela historii.
-No witaj, skarbie. -powitał mnie ciepło Justin, bacznie mi się przyglądając.
-No żegnaj. Bądź cicho, najlepiej nic do mnie nie mów. -zlekceważyłam go, co zdecydowanie mi się spodobało.
-Dlaczego? -zapytał.. rozczarowany? Sama nie wiem, jego twarz nie pokazywała żadnych emocji, był tajemniczy. Nagle poczułam jego dłoń na swoim udzie. Z początku nie chciałam, aby jej zabierał, ale gdy w końcu zrozumiałam, co próbuje osiągnąć, walnęłam go w rękę, a ona szybkim ruchem zniknęła z mojego ciała. 
-Możesz przestać? Próbuję się skupić. -powiedziałam z wyraźną złością w głosie.
-Chciałem być tylko miły, a ty zachowujesz się jak jakaś suka. -odparł, a ja wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia. 
-Chcesz być miły, a wyzywasz mnie od suk, mądrze. -odwróciłam wzrok i przez resztę lekcji starałam się go ignorować. 

***
-po lekcjach-
Wyszłam z budynku szkoły i poczułam nagłą wolność. Wolność od nauczycieli, wkurzających twarzy uczniów i co najważniejsze - od Biebera. Niestety, nie trwała ona długo, ponieważ musiał się do mnie przypałętać.
-Czego ty chcesz? Nie możesz zrozumieć tego, że cię nie lubię? -zapytałam go z pełną powagą.
-Lubisz mnie. -odpowiedział pewny siebie z wielkim uśmiechem. 

Miał rację. Lubię go, nawet bardzo, ale nie mogę pozwolić na miłość. Nie w tym życiu, nie w tym wcieleniu.
-Nie. -odparłam chłodno, po czym przyspieszyłam. 
-Dlaczego nie chcesz przyznać, że ci się podobam? Jesteś taka, jak inne. Wszystkie jesteście nudnymi sukami. -powiedział ze złością.
-Skoro jestem nudną suką to po co ze mną gadasz? Idź już, to będzie najbardziej przyjemna rzecz, jaką dla mnie zrobisz. -uśmiechnęłam się, a on momentalnie zniknął. Nareszcie.

Przechodząc koło starbucks'a ujrzałam znajomą mi osobę. Rozszyfrowanie jej tożsamości zajęło mi kilka minut. To był Matthew. Nigdy o nim nie wspominałam, ale jest jedynym moim przyjacielem ze szkoły. Dość długo ze sobą nie rozmawialiśmy, ponieważ wyjechał na miesiąc do Szwecji, a teraz wrócił. Momentalnie uśmiechnęłam się do siebie i postanowiłam dołączyć do niego.

Przeszłam przez drugą stronę ulicy i przekroczyłam próg starbucks'a.
-Hej, Matt. -powitałam go z uśmiechem. Na mój widok bardzo sie ucieszył (widocznie), ponieważ przytulił mnie najmocniej jak umiał.
-Tęskniłem za tobą trochę, wiesz? Opowiadaj co się działo, gdy mnie nie było. -powiedział, a ja zajęłam miejsce obok niego.
-Nic ciekawego, chyba. -zaczęłam. -Po pierwsze poznałam Biebera, wiesz? Tego dupka. -zaśmiałam się.
-Serio? Jaki on jest? Co nieco dało się o nim słyszeć.
-Jak już mówiłam jest dupkiem. Wykorzystuje dziewczyny tylko po to, aby się z nimi przespać. Ponadto uważa się za jakiś chodzący ideał. -prychnęłam. -Jednym słowem jest... chujem. -stwierdziłam.

Serio, Liz? Serio? Sama siebie oszukujesz, wiesz?

Wiem. To prawda. Sama siebie oszukiwałam. Z jednej strony miałam go cholernie dość, a z drugiej przyciągał mnie do siebie. On tak działa na kobiety - 'zwabia' je w swoją sieć, pieprzy się z nimi, a na koniec rzuca dla nowych zdobyczy. Taki typ faceta.
-O czym myślisz? -z zamyśleń wyrwał mnie głos mojego przyjaciela.
-O niczym. -skłamałam. -Wiesz co, muszę już iść. Naprawdę miło było znów cię zobaczyć. To co? Do kiedyś? -uśmiechnęłam się.
-Do kiedyś. -na pożegnanie przytulił mnie, po czym wyszłam.

***
Matthew's perspective
Wszedłem do siedziby naszego gangu. Zastałem Biebera siedzącego przed telewizorem i jedzącego chipsy. 
-Gdzie byłeś? -zapytał marszcząc brwi.
-W starbucksie, z Elizabeth. -odpowiedziałem zajmując miejsce koło niego.
-Jaką Elizabeth? -poczułem wyraźne zdziwienie w jego głosie.
-Tą Elizabeth, która mieszka teraz z rodziną Murray, wiesz, tam gdzie jest Drew... -odparłem, po czym wziąłem garść chipsów.
-Żartujesz, prawda? Kim ona dla ciebie jest? 
-To moja przyjaciółka. -jego oczy momentalnie rozszerzyły się.
-Co? Stary, dlaczego ja o tym nie wiedziałem? -pytania Justina stawały się coraz bardziej wkurzające.
-Bo się tym nie chwaliłem, w sumie nie ma czym. A czemu tak to przeżywasz? -tym razem to ja zadałem jemu pytanie.
-Wiesz, ona na mnie leci. -uśmiechnął się.
-Nie wydaje mi się... -powiedziałem. -Dzisiaj mówiła, że jesteś chujem. Tak, to na pewno miłość. -prychnąłem. 
-Ona mnie pragnie i sam dzisiaj to sprawdzisz. Napisz do niej, żeby się z tobą spotkała, teraz. -wydał mi polecenie, na co ja natychmiast pokiwałem głową. 

Elizabeth's perspective
Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor, po czym skupiłam swoją uwagę na lecącym właśnie programie. Drew jak zawsze nie było, jestem ciekawa co on robi tyle czasu poza domem. Pewnie nigdy się nie dowiem, eh. Nagle poczułam  wibracje w kieszeni, co znaczyło, że przyszedł do mnie sms. Przejechałam palcem po ekranie i odczytałam ją.
Od: Matthew
Możemy się teraz spotkać? Starbucks, ok? Czekam. x

Szybko założyłam vansy i poszłam w kierunku Starbucks'a. W niecałe 5 minut znalazłam się na miejscu. Weszłam do środka i od razu rozpoznałam twarz mojego przyjaciela. Podeszłam do stolika, po czym zajęłam miejsce na przeciwko niego.
-No hej. Po co chciałeś się spotkać? -zapytałam go, ponieważ to nie było w jego stylu.
-Wiem, że nie lubisz o tym mówić, ale co jest pomiędzy tobą, a tym Bieberem? -zmarszczył brwi, oczekując odpowiedzi.

Co jest pomiędzy mną a nim? A to nie jest oczywiste?

-Nic. -odparłam. -Jest dupkiem. 
-Jest dupkiem, ale lubisz go. Przyznaj się, przecież nie będę się śmiał. -zachęcił mnie. 
-Matt, o co ci chodzi? No nie mów, że jesteś zazdrosny. -oboje wybuchliśmy śmiechem.
-Po prostu się zastanawiam. To co, powiesz mi prawdę? -popatrzył na mnie oczami najsłodszego psa na świecie. Jak mogłam mu odmówić?
-Chodzi o to, że Justin naprawdę jest przystojny i pociągający, ma świetne włosy, ciało, ale nie w tym rzecz. Wiesz przecież, że jestem dziewczyną, która nie wierzy w coś takiego jak miłość. Uszanuj to. -nareszcie to z siebie wyrzuciłam, dzięki Bogu. 
-Rozumiem... Dobra, chyba tylko o tym chciałem pogadać, przepraszam, ale muszę już iść. Trzymaj się, ok? -żegnając się ze mną przytulił mnie, po czym zniknął za rogiem. Kątem oka dostrzegłam kryjącego się w krzakach chłopaka, który miał na twarzy wymalowany uśmiech. Nagle zrozumiałam, kim on był. Pieprzony Bieber. 

***
CZYTASZ = KOMENTUJESZ 
  • Proszę was, nie zostawiajcie rozdziału BEZ KOMENTARZA! Dzięki nim wiem, ile osób czyta moje opowiadanie, zajmie wam to nie więcej niż 5 sekund.
  • Jeżeli chcecie być informowani o dalszych rozdziałach napiszcie swój username z twittera w komentarzu lub w zakładce 'informowani'.
  • Proszę, dodawajcie bloga do obserwujących NA DOLE!
+ Jak wam się podobał ten rozdział? :)

3.05.2013

[ 05 ]

Elizabeth's perspective
Usiadłam na kanapie i zajęłam się dalszym oglądaniem serialu Pretty Little Liars. Próbowałam się na nim skupić, ale nie mogłam, ponieważ moje myśli kłębiły się wokół jednej osoby..... Drew. Na samym początku naszej przyjaźni nie lubiłam go, szczerze powiedziawszy to mnie wkurzał i to nawet bardzo. Z czasem przyzwyczaiłam się do niego, nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, że go w jakiś sposób polubiłam. Może nawet zauroczył mnie swoimi seksownie rozczochranymi włosami i ciemnobrązowymi tęczówkami, jednak moje myśli nie dawały spokoju jeszcze jednej osobie... Justin. On też działał na mnie w dziwny sposób. Przeważnie zawsze, gdy do mnie przychodził, kłóciłam sie z nim i kazałam mu odejść, na co on zawsze przewracał oczami, ale mnie słuchał. Był naprawdę gorący i atrakcyjny, miał o wiele lepiej zbudowane ciało niż Drew, a jego oczy hipnotyzowały mnie, przyciągając mnie do niego. Jeżeli miałabym być szczera, to wybrałabym Justina, a nie mojego przyrodniego brata z jednego, oczywistego powodu... to mój brat, a związek z nim byłby chory i nielogiczny, do tego byłabym wytykana palcami w szkole bardziej, niż teraz, a szczerze, chciałabym tego uniknąć.

Miłość? Od moich piętnastych urodzin powtarzałam sobie, że się nie zakocham. Dlaczego? Bo zawsze jest tak, że prędzej czy później, jedna osoba zrani drugą - złamie jej serce czy coś i potem nie będzie się mogła po tym pozbierać. Nie chciałam zostać zraniona. Nie chciałam nagle poczuć się, że nikomu nie jestem potrzebna. Znaczy nie jestem teraz nikomu potrzebna, ale uczucie, że najpierw ktoś mnie kochał, a potem tak po prostu przestał jest gorsze niż to, co teraz. Dlatego nie wierzę w miłość i nie mam zamiaru zakochać się w Drew czy Justinie. Mam zamiar ich od siebie odepchnąć.

Po dwugodzinnym oglądaniu PLL postanowiłam się położyć, ponieważ dochodziła godzina 24. Niechętnie wstałam i poszłam drewnianymi schodami na górę, patrząc pod nogi. Wchodząc do pokoju poczułam dwie ręce oplatające moją talię, na co się wzdrygnęłam. Odwróciłam głowę w bok i ujrzałam przyciemnioną twarz Drew. Jego oczy błyszczały w świetle księżyca, który oświetlał mój pokój.
-Co ty do cholery robisz? -zapytałam zdenerwowana, po czym wyswobodziłam się z jego uścisku.
-Przytulam cię, nie widać? -powiedział to, jakby to było oczywiste i ani trochę dziwne.
-Widać, ale nie życzę sobie, żebyś mnie przytulał. Przynajmniej nie teraz. -odparłam, po czym zatrzasnęłam przed nim drzwi. Usłyszałam po drugiej stronie westchnięcie połączone z lekkim chichotem. Dupek.

Weszłam do mojej małej toalety, zamykając drzwi na klucz, na wszelki wypadek, jakby Drew chciałby mnie odwiedzić, jak będę pod prysznicem. Zdjęłam z siebie ubrania i włączyłam ciepłą wodę. Pozwoliłam jej spłynąć po sobie zmywając brud z dzisiejszego dnia - łącznie z uściskiem mojego brata.

Po zaledwie kilku minutach skończyłam się myć. Wyszłam, ubrałam swoją piżamę i położyłam się, zapominając całkowicie o dzisiejszym dniu.

Justin's perspective
Wróciłem do siedziby mojego gangu. Z jednej strony byłem cholernie zadowolony, a z drugiej cholernie wkurzony. Jak ta suka, Liz, może mówić do mnie tym tonem i w ten sposób? "Wyjdź" - jej słowa chodziły mi ciągle po głowie nie dając mi chwili spokoju.

Poszedłem w stronę celi Drew aby opowiedzieć mu o dzisiejszym dniu.
-Hej, zgadnij, gdzie dzisiaj byłem? -zapytałem. Odpowiedziała mi głucha cisza.
Podszedłem do krat, aby ujrzeć tego dupka.
-Co jest? -podrapałem się po karku, gdy uświadomiłem sobie, że... Drew zwiał. Ten pieprzony sukinsyn zwiał. -Kurwa! -krzyknąłem na cały głos dając upust mojej złości. -Jakim pieprzonym prawem on uciekł? -pytałem samego siebie. Wziąłem do ręki mojego iPhone'a, po czym wybrałem numer do Tiffany.
-Cześć skarbie. -powiedziała ciepłym głosem, przez co miałem ochotę zwymiotować.
-Za 5 minut masz być w naszej siedzibie. -powiedziałem poważnie, po czym się rozłączyłem i poszedłem w stronę mojego pokoju.

Usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem je i ujrzałem smukłą, długowłosą blondynkę. Wpuściłem ją do środka pokoju.
-Rozbieraj się, będziemy się pieprzyć. -powiedziałem, na co ona rozpromieniała. Zaczęła powoli zdejmować swoją bluzkę, spodnie, stanik i majtki. Gdy skończyła położyłem ją na łóżku i wszedłem w nią z wielką satysfakcją, dając upust swoim emocjom. Słyszałem jej głośne jęki, które mnie wkurzyły.
-Przymknij się trochę. -od razu wykonała moje polecenie.

Po skończonym stosunku z Tiffany kazałem jej wyjść. Położyłem się i zasnąłem, bo chciałem, żeby ten dzień skończył się jak najszybciej.

Elizabeth's perspective
Poczułam na sobie czyiś dotyk, niemal kojący. Ciepła dłoń spoczywała na moim policzku przyprawiając mnie o lekkie dreszcze. Otworzyłam oczy i przede mną pojawił się Drew. Natychmiast walnęłam go w rękę, po czym obdarowałam go złowrogim spojrzeniem.
-Co ty wyrabiasz? -zapytałam z niedowierzaniem. Chyba wyjaśniłam się jasno po wczorajszym incydencie.
-Sprawiam, że masz motylki w brzuchu. No nie mów, że ci się nie podobało. -powiedział pewny siebie.
-Szczerze nie, nie podobało mi się, a jeśli myślisz, że tak, to jesteś w wielkim błędzie. -odparłam, po czym pokazałam ręką w stronę drzwi na znak, żeby wyszedł i mnie bardziej nie wkurzał. On przybliżył się do mnie i przystawił swoje wargi do mojego ucha.
-Jeszcze będziesz o to błagać. -szepnął, po czym odwrócił się i wyszedł.

Nie będę ukrywać, że jego dotyk wywołał u mnie dreszcze, a jego szept sprawił, że przez 10 minut po jego wyjściu nie mogłam pozbierać swoich myśli do kupy. Na szczęście otrząsnęłam się i powędrowałam do toalety, aby się umyć. Potem założyłam na siebie białą bluzkę z wizerunkiem The Beatles, czarne, krótkie szorty i zakolanówki. Sama sobie przyznałam, że wyglądam w tym stroju świetnie. Potem nałożyłam na siebie make-up i stwierdziłam, że czas iść do szkoły.

Zeszłam na dół, a moją uwagę przykuł Drew leżący na kanapie... bez koszulki. Jego mięśnie wołały do mnie 'dotknij nas, dotknij nas', ale oparłam się pokusie. Szybko założyłam białe conversy i momentalnie pojawiłam się na ulicach Los Angeles.

Po około 20 minutach doszłam do szkolnych murów. Nigdy nie cieszyłam się na myśl o szkole, teraz też nie. Weszłam, a prawie cała szkoła skupiła na mnie swoją uwagę. Nie dlatego, że byłam ładna, bo nie byłam, ale dlatego, że przyszła kolejna frajerka, z której warto się ponabijać. Tak, od początku pojawienia się w tej szkole byłam hejtowana tak naprawdę za nic. Największym wrogiem, bo tak mogę ją oficjalnie nazwać, była Taylor. Blondynka, charakterystyczny, jędzowaty wyraz twarzy. Kiedyś wspominałam o niej, że jest szkolną dziwką, bo przespała się chyba z każdym chłopakiem chodzącym do tej szkoły, a także sąsiedniej.

Usłyszałam dzwonek, a po chwili znalazłam się pod klasą historyczną. Weszłam do środka, a moim oczom ukazał się znajomy chłopak. Kojarzyłam te ułożone w nieładzie włosy, ciemnobrązowe tęczówki i biały uśmiech. Był całkiem bez skazy. Natychmiast zrozumiałam, kto to jest. Justin Drew Bieber.

***
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
  • Proszę was, nie zostawiajcie rozdziału BEZ KOMENTARZA! Komentujcie wszyscy, bo dzięki temu wiem, ile osób czyta moje opowiadanie, zajmie wam to 5 sekund, nie więcej.
  • Jeżeli chcecie być informowani napiszcie swój nick z twittera w komentarzu lub w zakładce 'informowani'
  • Zmieniłam nieco wygląd bloga i wizerunek Elizabeth, mam nadzieję, że wam się podoba :)
  • Dodawajcie bloga do obserwujących NA DOLE!
  • Polecajcie to opowiadanie znajomym belieberkom :)
  • I WAŻNA SPRAWA: jeśli zmieniliście username na twitterze i nadal chcecie być informowani, napiszcie :)

30.04.2013

[ 04 ]


Justin's perspective
Zdjąłem moje czarne supry, poszedłem do salonu i położyłem się na kanapie.
-Nie za wygodnie ci? -zapytała Liz.
-Byłoby wygodniej, gdybyś położyła się obok mnie. -uśmiechnąłem się zadziornie.
-Odpuszczę sobie tą przyjemność. -powiedziała i usiadła na fotelu obok. 
-Nie zaproponujesz mi czegoś do picia? -zdziwiłem się.
-Nie. -prychnęła.
-Czemu jesteś dla mnie taka nie miła? -zapytałem.
-Taka już jestem. -odpowiedziała, po czym skupiła się na filmie. 

Po kilku minutach wstałem i poszedłem do kuchni. Nalałem sobie wody, wrzuciłem trochę lodu i wracając na swoje miejsce potknąłem się i wylądowałem na Liz. 
-Justin, idioto, to jest zimne! -syknęła.
Po skórze jej szyi wolno spływała kostka lodu. Bez zastanowienia przybliżyłem swoją twarz, wziąłem ją w wargi, starając się jak najbardziej musnąć jej szyję. Poczułem, że przez jej ciało przeszedł lekki dreszcz. Spojrzałem na nią swoim uwodzicielskim wzrokiem. Na jej policzkach pojawiły się czerwone rumieńce. Nasze twarze dzieliły tylko milimetry. 

Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pomieszczenia wtargnęli dwaj członkowie Black Five.

Elizabeth's perspective 
Na widok kolegów Drew, Justin momentalnie oderwał się ode mnie, a ja poczułam zawód, że nie doszło do czegoś więcej, niż tylko patrzenie na siebie. 
-Wow, Bieber, już zaciągnąłeś kolejną do łóżka? -zapytali z przytłumionym śmiechem.
-To nie wasz pieprzony interes. -burknął, podchodząc do nich.
-Może nas nie, ale Drew na pewno zainteresuje ta wiadomość. -powiedział jeden z nich.
-Jeśli jesteście trochę bardziej mądrzejsi niż wyglądacie to radziłbym wam ze mną nie zadzierać. -zakomunikował Justin. 
-Spokojnie, przyszliśmy tylko zaopiekować się Elizabeth. -teraz powiedział to ten drugi.
-Co? -zapytałam z niedowierzaniem.
-To co usłyszałaś, ślicznotko. -odparł ten pierwszy.
-Nie potrzebuję opieki, ale jeśli jeszcze raz mnie tak nazwiesz, ty jej będziesz potrzebował. -zagroziłam.
-Zadziorna, musi być piekielnie dobra w łóżku, dlatego Bieber tu jest. -powiedział frajer numer dwa.
-Wynocha. -warknęłam. 
-Nic z tego. -uśmiechnęli się obaj do mnie.
-Albo zrobicie to po dobroci i wyjdziecie, albo wam w tym pomogę. -odezwał się Justin.

Jeden z nich zamachnął się z całej siły, celując pięścią w twarz Biebsa. Przygotowałam się na nieprzyjemny plask. Justin zrobił jednak szybki unik i walnął przeciwnika łokciem w twarz. Następnie mocny wykop. Cios wylądował tuż nad pępkiem. 
-Wygrałeś. -odezwał się drugi. -Zjeżdżamy stary. -pomógł wstać temu, który dostał i momentalnie zniknęli.

-Co tu się do jasnej cholery przed chwilą stało? -zapytałam.
-Nic, co cię powinno interesować. -odpowiedział spokojnie.
-Przyszli do mnie, więc raczej powinno interesować. -burknęłam.
-Nie wtykaj swojej ładnej buźki w nie swoje sprawy, dobrze? -mocno zaakcentował słowo nie swoje.
-Nie dobrze, będę robić co będę chciała, a ty nie masz prawa za mnie decydować. Wyjdź. -powiedziałam stanowczo, coraz bardziej działał mi na nerwy. 
-Wiesz, że jeśli byś się dowiedziała, to..... nie ważne, po co ja ci w ogóle o tym mówię. -po tych słowach zobaczyłam sylwetkę Justina zamykającą drzwi do domu. 

Czyli sprawa wygląda tak: pokłóciłam się z Justinem Bieberem, kolesiem, którego ledwo znam i tak naprawdę nic o nim nie wiem. A myślałam, że lepiej już być nie może.

Drew's perspective
Siedziałem w mojej celi i obmyślałem plan ucieczki. Nie mogę przecież tu na zawsze zostać, a Bieber na pewno zbajerował już Liz. 

Wstałem z łóżka i rozejrzałem się przez kraty. W pobliżu nie było nikogo, więc wziąłem przyniesiony ze sobą wcześniej łom, który ukryłem, i spróbowałem rozszerzyć kraty. Udało mi się, wyszedłem i poczułem nagłą wolność. Szybkim ruchem przebiegłem z więzienia do wyjścia, potem poszło gładko. Momentalnie uśmiechnąłem się do siebie i pojechałem w stronę domu. 

Wszedłem do środka i ujrzałem siedzącą na kanapie Liz. Na mój widok wzdrygnęła się i magicznie znalazła się przede mną.
-Drew? O mój boże, Drew! -powiedziawszy to przytuliła mnie, na co ja odwzajemniłem jej gest. Poczułem jej słodki zapach i od razu wiedziałem, że jej pragnę. -Ja... przepraszam. -speszyła się, na co uśmiechnąłem się pokazując jej, że wszystko jest ok. 
-Aż tak za mną tęskniłaś? -zapytałem poruszając zabawnie brwiami, na co dostałem lekko w brzuch. Kobiety.
-To nieistotne, istotne jest to, gdzie ty się podziewałeś? Zwariowałeś? Do tego wysyłasz jakiś swoich kolegów, żeby mnie pilnowali, a wiesz, że nie potrzebuję niańki? Niańki to może Kelsey potrzebować, ale nie ja, jestem dorosła i odpowiedzialna. -powiedziała dumnie, po czym wróciła do oglądania serialu. Wyglądała ślicznie w zwiewnej, białej koszulce i czarnych, krótkich spodenkach. Była.... jednym słowem idealna. 


***
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
  • Proszę was, nie zostawiajcie rozdziału BEZ KOMENTARZA!
  • Dodawajcie bloga do obserwujących NA DOLE!
  • Jeśli chcesz być informowany, napisz swój nick W KOMENTARZU pod rozdziałem!
  • Polecajcie opowiadanie znajomym belieberkom :)

27.04.2013

[ 03 ]

-Jeżeli ją dotknąłeś, to nie żyjesz. -zagroził mi Drew, a ja wybuchłem śmiechem.
-Prędzej twoja młodsza siostra zajdzie ze mną w ciąże. -zadrwiłem powodując w nim jeszcze większą złość.
-Chyba śnisz. Skończ te dziecinadę i mnie stąd wypuść. -powiedział.
-Co? Mam cię wypuścić? Żartujesz, zostaniesz tu do czasu, kiedy nie wypełnię swojego planu. Masz, pobaw się. -rzuciłem w niego gumową piłką, na co on wrzasnął.
-Koleś, gdzie ty mózg zgubiłeś? Rozkuj mnie albo zaraz zjawi się tu reszta Black Five, a z ich pomocą to ty będziesz leżał, a nie ja. -czułem, że go wkurzam i to bardzo, ale nie odpuszczę, będę go drażnił.
-Jeśli już skończyłeś to pozwól, że sobie pójdę, mam ważniejsze rzeczy do roboty niż gadanie z jakimś zdesperowanym chłopakiem. Trzymaj się, Drew, nie prędko stąd wrócisz. -pożegnałem się i poszedłem do głównego centrum naszej siedziby z wielkim uśmiechem na twarzy.

Elizabeth's perspective

Jest dokładnie 2 w nocy, a Drew nadal nie ma. Nie to, że się martwię, czy coś, ale to dziwne nawet jak na niego. Odkąd tu jestem, zawsze kazał mi wcześnie kłaść się spać, oczywiście go nie słuchałam. Kiedyś myślałam nad tym, żeby go śledzić, ale moje plany nigdy nie wypalały - albo sam mnie zauważał, albo ja byłam za głośno. W sumie Drew nie jest taki zły, mogłabym nawet zaryzykować, że jest całkiem pociągający, ale nie wiem, czy to jest właśnie to czego szukam. Poprawka, ja nie wiem, co to miłość i nie mam zamiaru jej doznawać. Prędzej wolałabym umrzeć niż się w kimś zakochać.

Dochodziła godzina 4, a ja nadal nie spałam myśląc o tym, co robi teraz mój przyrodni brat. Nawet nie wiedziałam, dlaczego to mnie tak pochłaniało. Powinnam po prostu się położyć i przestać się tym zadręczać, bo to nie moja sprawa.


Po kilku minutach postanowiłam się przejść po okolicy. Tak, wiem, to jest dziwne, ale nie mogłam zasnąć, więc świeże powietrze dobrze by mi zrobiło.


Szłam krętymi uliczkami, na których było mnóstwo śmieci. Obok są kosze, ale ludzie wolą wyrzucić wszystko na chodnik. Nienawidziłam tego od dziecka. Nagle poczułam szarpnięcie za ramię, gwałtownie się odwróciłam.

-Możesz mnie puścić? -powiedziałam, po czym ujrzałam twarz chłopaka. Zielone, głębokie oczy, wąskie usta i wielka blizna na policzku. Gdy ją zobaczyłam, po plecach przeszły mi ciarki.
-Możesz się zamknąć? -burknął bezczelnie, po czym mnie popchnął w stronę wielkiego, opuszczonego budynku, w którym kiedyś była elektrownia, teraz to nic nie warta buda.
-Puść mnie! - krzyknęłam, po czym wyrwałam się z jego uścisku i zaczęłam biec. Zdziwiłam się, bo gdy się odwróciłam jego już nie było. Momentalnie poczułam się jak na jakimś tanim horrorze.

Dobiegłam cała do domu. Zatrzasnęłam drzwi i znalazłam się w wielkim salonie. Ze wszystkich emocji musiałam usiąść na kanapie. Nigdy się tak nie bałam, więc dlaczego teraz zachowywałam się jak małe dziecko? Nie znałam zamiarów tego chłopaka, a jeśli ma coś wspólnego z niepojawieniem się Drew? Stop....dlaczego ja się martwię o niego? O tego dupka, który zostawił mnie z Kelsey? Muszę zacząć racjonalnie myśleć.


Justin's perspective

-Nie mam dla ciebie dziewczyny. -powiedział jeden z moich wysłanników.
-Słucham? -zdziwiłem się i podszedłem do niego bliżej, patrząc na niego pogardliwie.
-Nie mam dla ciebie tamtej dziewczyny. -powtórzył.
-Nie masz? Jak to nie masz? -zapytałem ze złością.
-Po prostu mi uciekła. -odpowiedział zażenowany, a ja natychmiast pociągnąłem za spust mojego pistoletu. Ciało Dextera natychmiast upadło na ziemię, brudząc podłogę. Krew z rany wylewała się powoli, a ja karmiłem tym widokiem swoje oczy. Uwielbiałem patrzeć na ludzi, którzy umierali. Czułem wtedy ich strach i ból. Nigdy nie miałem na sumieniu osoby, które zabiłem.

Poszedłem w kierunku celi Drew. Chłopak siedział zrezygnowany na metalowym łóżku.

-Wynoś się. -powitał mnie swoim ciepłym, miłym głosem.
-Też się cieszę, że cię widzę. -uśmiechnąłem się najszerzej, jak tylko potrafiłem.
-Powiedziałem, wynoś się. Nie mam ochoty oglądać twojej twarzy. -burknął i odwrócił się do ściany.
-Ale wiem, kogo masz ochotę oglądać. Spójrz. -na wyświetlaczu mojego iPhone'a pojawiło się zdjęcie Elizabeth.
-Zostaw mnie. -w jego głosie można było poczuć smutek. Frajer.
-Nie zdziw się, jak usłyszysz głośne jęki. -powiedziałem z satysfakcją.
-Masz zamiar się masturbować? -posłał mi sarkastyczny uśmiech.
-Mam dziewczyny na pęczki, w przeciwieństwie do ciebie, a dzisiaj w moim łóżku wyląduje...tak, owszem, Elizabeth. -stanąłem dumnie przed Drew. Dzieliły nas tylko kraty.
-Ona nawet na ciebie nie spojrzy. -prychnął.
-Wyślę ci mms-em jej zdjęcie z dzisiaj, podniecony? -zatrzasnąłem za sobą głośno drzwi i odszedłem korytarzem głośno się śmiejąc.

Elizabeth's perspective

Rozległ się dźwięk pukania do drzwi. Podeszłam do nich i otworzyłam je. Ujrzałam tego chłopaka, który był u mnie 2 dni temu i pomógł mi się zająć Kelsey.
-Cześć piękna, tęskniłaś? -wyszczerzył szereg swoich białych zębów.
-Nie, a ty? -zapytała z entuzjazmem.
-Gdy tylko zamknąłem oczy, twoja twarz się pojawiała. Czujesz się wybrana? -uniósł brwi.
-Raczej zażenowana twoim wysokim poziomem. -prychnęłam.
-Zadziorna, lubię takie. -uśmiechnął się zalotnie.
-Frajerowaci, rzygam takimi. -odpowiedziałam.
-Mogę wejść do środka? -spojrzał na mnie oczami słodkiego psiaka.
-Tylko na chwilę. -odparłam, po czym wpuściłam go do środka.


***
czytasz = komentujesz

  • Dodawajcie bloga do obserwujących!
  • Polecajcie znajomym belieberkom :)
  • Jeśli chcecie być informowani o NOWYCH rozdziałach - napiszcie swój nick w komentarzu :)
@brookstube

23.04.2013

[ 02 ]

Gorące promienie słońca wlatywały do mojego pokoju otulając moją twarz. Jedyne, czego pragnęłam, to zostać w łóżku i nie wychodzić. Moje życie jest istnym koszmarem. Odkąd zaczęłam uczęszczać do nowej szkoły codziennie spotykam się z hejtami. Codziennie jestem wyśmiewana. Nie rusza mnie to, ale męczy.

Drzwi do mojego małego pokoju uchyliły się ukazując twarz Drew. Jego ciemnobrązowe oczy wpatrywały się we mnie. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Zrobiłem nam śniadanie, chodź. -powiedział i wyciągnął do mnie rękę. Od razu gdy trafiłam do tej rodziny Drew jest dla mnie najmilszy i to jest najdziwniejsze, bo nikt nigdy nie był dla mnie miły.
-I tak cię nie lubię. -odparłam, a na mojej twarzy pojawił się grymas.

Kuchnię wypełniała woń naleśników posmarowanych nutellą. Przy niewielkim stoliku siedziała już Kelsey, młodsza siostra Drew. Jej małe oczka spojrzały na mnie z lekkim przerażeniem. Nie dziwię jej się, czasami sama siebie się boję.
-Cz-cześć. -przywitała mnie niepewnie i chyba od razu tego pożałowała.
-Hej. -chyba ją zdziwiła moja reakcja, ponieważ lekko się uśmiechnęła.

Zajęłam miejsce na przeciwko niej i zaczęłam jeść. Oboje wpatrywali się we mnie jakbym była obrazem wystawionym w muzeum. Trochę mnie to wkurzało.
-Liz, dzisiaj będziesz musiała zająć się Kelsey, bo rodziców nie ma w domu, a ja mam własne sprawy na głowie. -powiedział Drew przeżuwając kawałek naleśnika.
-W takim razie twoje sprawy będą musiały poczekać, bo nie mam zamiaru siedzieć cały dzień w domu i niańczyć dziecko. -prychnęłam.
-Czy tego chcesz, czy nie i tak to zrobisz. -spojrzał na mnie i cwaniacko się uśmiechnął.
-Odwal się. -burknęłam i wstałam. Nie miałam zamiaru dalej z nim jeść bo jeszcze chwila i bym go zamordowała. Poszłam do swojego pokoju i odpaliłam laptopa.

Weszłam na twittera. Od razu pojawiło się na mnie mnóstwo hejtów od Taylor. Jest niewysoką, szczupłą brunetką o zielonych oczach. Pomimo, że jej nie lubię to uważam, że jest naprawdę ładna. Mówią na nią 'szkolna dziwka', ponieważ przespała się już tyloma chłopakami ze szkoły, że przy dwudziestym już każdy przestał liczyć. Posiada swoją służącą, Valentine - ona jest od niej znacznie wyższa, ma blond włosy i brązowe oczy. Jest na każde jej skinienie, co powoduje u mnie wymioty. Jak można dawać sobą tak bardzo pomiatać?

Usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi, co oznaczało, że Drew wyszedł i zostawił mnie z Kelsey. Dupek.

Drew's perspective
Wszedłem do swojego czarnego range rovera i szybko pojechałem w kierunku siedziby naszego gangu. Z bocznych drzwi samochodu wyjąłem paczkę papierosów, po czym odpaliłem jednego i zaciągnąłem się. Dojeżdżając do celu ujrzałem znajomy samochód. Justin Bieber tu jest? No proszę, będzie ciekawie.

Przeszedłem przez kilka krętych korytarzy i wszedłem do niedużego pomieszczenia, a moim oczom ukazali się chłopcy z Purple Ninjas.
-A gdzie wasz przywódca? Czyżby go strach obleciał? -zakpiłem.
-Tu jestem, Drew i na twoim miejscu zostałbym w domu, wiesz? Skujcie go. -wydał rozkaz, a przede mną momentalnie pojawiły się te kołki. Niestety, byłem zbyt wolny, aby ich powstrzymać i w mgnieniu oka leżałem już powalony na ziemi.
-Co ty chcesz zrobić? I tak z nami nie wygrasz. -splunąłem.
-Czekaj, jak ona ma na imię? Elizabeth? -zapytał upewniając się.
-Czego od niej chcesz? -drgnąłem na samą myśl o niej.
-Do zobaczenia, Drew. -pożegnał się i wyszedł.

Justin's perspective
Szybko znalazłem się pod domem rodziny Murray. Zadzwoniłem do drzwi, po czym uchyliła je wysoka, długowłosa blondynka.
-Hej, jestem Justin, Drew poprosił mnie, żebym przyszedł i pomógł ci opiekować się Kelsey. -powiedziałem najbardziej przekonująco jak umiałem.
-Ok? -zdziwiła się i pokazała, abym wszedł do środka.

Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. Dziewczyna przysiadła się obok i razem zaczęliśmy oglądać 'The Vampire Diaries'. Spojrzałem na nią. Była taka skupiona na serialu, że nie obchodziło ją nic poza tym.
-Może zamówimy pizzę? -zaproponowałem.
-Jak chcesz. -powiedziała obojętnie.

Po kilkunastu minutach pizza przyszła i we trójkę całą zjedliśmy. Po kilku godzinach dobiegła pora mojego powrotu. Wstałem, założyłem moje fioletowe supry i pożegnałem się.
-Do zobaczenia wkrótce. -uśmiechnąłem się zalotnie do Liz.

Znalazłem się pod siedzibą Black Five. Wszedłem do środka, a Drew leżał dokładnie w tym samym  miejscu, kiedy opuszczałem budynek. Podszedłem do niego.
-Ta Elizabeth jest niezła w łóżku. -szepnąłem, a na jego twarzy pojawiła się złość i chęć zabicia mnie.


***
To tak, chyba mi trochę nie wyszedł ten rozdział, ale dramatu jako tako nie ma :) 
Mam do was prośbę: komentujcie zawsze gdy przeczytacie, bo nie wiem
ile osób czyta to opowiadanie, ok? Możemy się tak umówić? Byłabym wdzięczna :)
I JEDNA WAŻNA SPRAWA: Jeżeli chcecie być informowani o NOWYCH rozdziałach,
napiszcie swój nick z twittera w komentarzu!

To tyle, dziękuję wam za czytanie :)

21.04.2013

[ 01 ]

ZANIM PRZECZYTACIE TEN ROZDZIAŁ - PRZECZYTAJCIE FABUŁĘ :)



-Elizabeth, jest coś, o czym musisz wiedzieć. -powiedziała drżącym głosem moja ciocia, po czym wskazała miejsce obok siebie na kanapie.
-Tylko szybko. -prychnęłam, ponieważ nie byłam w dobrym humorze.
-Przykro mi to mówić, ale...twoi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Nie było żadnych szans na uratowanie ich życia. -odparła, a do jej oczu momentalnie napłynęły łzy, spływając po jej rozpalonym policzku.

Poczułam mocne ukłucie w klatce piersiowej, a zaraz potem głośno jęknęłam. Mój mózg nie chciał przetworzyć tego, co moje uszy właśnie usłyszały. Byłam w totalnym szoku, a moje ciało ogarnął paraliż. Nie mogłam wydobyć z siebie ani jednego słowa, jakby mój głos został odebrany tak samo, jak życie moich rodziców w ułamku sekundy.

-Elizabeth? -głos mojej cioci wyrwał mnie z moich kłębiących się myśli.
-Zostaw mnie! -warknęłam, po czym od razu pobiegłam na górę do swojego pokoju. Sprawnym ruchem wyjęłam z szafki pudełko po butach, w którym była ukryta żyletka. Światło padające na nią sprawiło, że błyszczała. Usiadłam na łóżku i zwinnie przejechałam zimną stalą po mojej skórze, uwalniając bordową krew. Gęsta ciecz wolno spływała po mojej ręce. Czułam, że z każdą uronioną kropką mój ból się zmniejszał. To powodowało, że zaczęłam przecinać swoją skórę znacznie szybciej. Mój oddech był nie równy, a serce biło coraz mniej energiczniej. 

W pewnym momencie drzwi mojego pokoju uchyliły się, ukazując moją ciocię. Pobladła widząc mnie i natychmiast wyrwała mi ostrze z ręki. Moje oczy powoli się zamykały dając mi długo wyczekiwaną ulgę. 

Obudziłam się rozglądając po pokoju. Białe ściany, meble... białe wszystko. Od razy domyśliłam się, że nie jestem w swoim pokoju. Do pomieszczenia weszła pielęgniarka (przynajmniej tak stwierdziłam po jej stroju) i położyła na małym stoliczku obok mnie kubek. 
-Musisz to wypić. -powiedziała wskazując na naczynie.
-Nie będziesz mi mówić, co mam robić. -przecedziłam przez zęby i odwróciłam się na drugi bok. Kobieta opuściła pomieszczenie wyklinając mnie pod nosem.

Zamknęłam oczy z nadzieję, że zaznam chwili spokoju, lecz przerwali mi ją dwaj panowie w czarnych mundurach i moja ciocia.
-Elizabeth Roy, za prośbą twojej cioci zostajesz umieszczona w rodzinie zastępczej. Jutro do nich pojedziesz, a dzisiaj masz dzień odpoczynku. -powiedział ten niższy, po czym oboje ulotnili się zostawiając mnie twarzą w twarz z kobietą, której już w ogóle nie poznawałam.
-Dlaczego? -tylko to pytanie nasuwało mi się na myśl.
-Elizabeth.... przerażasz mnie. Rozumiem, że czujesz się bezsilnie, ale sięganie po żyletkę nie sprawi, że oni wrócą. Widząc cię w takim stanie na pewno byliby tak samo zaniepokojeni jak ja, dlatego pomyślałam, że jak oderwiesz się od tego życia i zaczniesz nowe, lepsze, to wszystko się jakoś ułoży. Do zobaczenia wkrótce. -po tych słowach pocałowała mnie w czoło i tak po prostu odeszła. Zastanawiam się, kto tu pokazał bardziej, że jest bezsilny. Po tym wszystkim znalazłam się w objęciach Morfeusza*.

Jeden dzień później.

-Witaj w naszym domu,  ja jestem Rob, a to moja żona Ellie. Na kanapie siedzi nasz 18 letni syn, Drew i jego młodsza siostra, Kelsey. Cieszymy się, że teraz będziesz częścią  naszej rodziny. -powiedział siwowłosy mężczyzna.

Te wydarzenia szybko przemknęły w mojej głowie przypominając mi ból, jaki wtedy czułam. Nigdy się od tego nie uwolnię.

***
Ok, więc jeśli spodobał wam się pierwszy rozdział i chcecie być informowani,
napiszcie swój nick z twittera w zakładce 'informowani' oraz
możecie dodać się do obserwatorów na dole.

czytasz = komentujesz
liczę teraz na wasze komentarze, bo naprawdę liczy się dla mnie wasza opinia