30.04.2013

[ 04 ]


Justin's perspective
Zdjąłem moje czarne supry, poszedłem do salonu i położyłem się na kanapie.
-Nie za wygodnie ci? -zapytała Liz.
-Byłoby wygodniej, gdybyś położyła się obok mnie. -uśmiechnąłem się zadziornie.
-Odpuszczę sobie tą przyjemność. -powiedziała i usiadła na fotelu obok. 
-Nie zaproponujesz mi czegoś do picia? -zdziwiłem się.
-Nie. -prychnęła.
-Czemu jesteś dla mnie taka nie miła? -zapytałem.
-Taka już jestem. -odpowiedziała, po czym skupiła się na filmie. 

Po kilku minutach wstałem i poszedłem do kuchni. Nalałem sobie wody, wrzuciłem trochę lodu i wracając na swoje miejsce potknąłem się i wylądowałem na Liz. 
-Justin, idioto, to jest zimne! -syknęła.
Po skórze jej szyi wolno spływała kostka lodu. Bez zastanowienia przybliżyłem swoją twarz, wziąłem ją w wargi, starając się jak najbardziej musnąć jej szyję. Poczułem, że przez jej ciało przeszedł lekki dreszcz. Spojrzałem na nią swoim uwodzicielskim wzrokiem. Na jej policzkach pojawiły się czerwone rumieńce. Nasze twarze dzieliły tylko milimetry. 

Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pomieszczenia wtargnęli dwaj członkowie Black Five.

Elizabeth's perspective 
Na widok kolegów Drew, Justin momentalnie oderwał się ode mnie, a ja poczułam zawód, że nie doszło do czegoś więcej, niż tylko patrzenie na siebie. 
-Wow, Bieber, już zaciągnąłeś kolejną do łóżka? -zapytali z przytłumionym śmiechem.
-To nie wasz pieprzony interes. -burknął, podchodząc do nich.
-Może nas nie, ale Drew na pewno zainteresuje ta wiadomość. -powiedział jeden z nich.
-Jeśli jesteście trochę bardziej mądrzejsi niż wyglądacie to radziłbym wam ze mną nie zadzierać. -zakomunikował Justin. 
-Spokojnie, przyszliśmy tylko zaopiekować się Elizabeth. -teraz powiedział to ten drugi.
-Co? -zapytałam z niedowierzaniem.
-To co usłyszałaś, ślicznotko. -odparł ten pierwszy.
-Nie potrzebuję opieki, ale jeśli jeszcze raz mnie tak nazwiesz, ty jej będziesz potrzebował. -zagroziłam.
-Zadziorna, musi być piekielnie dobra w łóżku, dlatego Bieber tu jest. -powiedział frajer numer dwa.
-Wynocha. -warknęłam. 
-Nic z tego. -uśmiechnęli się obaj do mnie.
-Albo zrobicie to po dobroci i wyjdziecie, albo wam w tym pomogę. -odezwał się Justin.

Jeden z nich zamachnął się z całej siły, celując pięścią w twarz Biebsa. Przygotowałam się na nieprzyjemny plask. Justin zrobił jednak szybki unik i walnął przeciwnika łokciem w twarz. Następnie mocny wykop. Cios wylądował tuż nad pępkiem. 
-Wygrałeś. -odezwał się drugi. -Zjeżdżamy stary. -pomógł wstać temu, który dostał i momentalnie zniknęli.

-Co tu się do jasnej cholery przed chwilą stało? -zapytałam.
-Nic, co cię powinno interesować. -odpowiedział spokojnie.
-Przyszli do mnie, więc raczej powinno interesować. -burknęłam.
-Nie wtykaj swojej ładnej buźki w nie swoje sprawy, dobrze? -mocno zaakcentował słowo nie swoje.
-Nie dobrze, będę robić co będę chciała, a ty nie masz prawa za mnie decydować. Wyjdź. -powiedziałam stanowczo, coraz bardziej działał mi na nerwy. 
-Wiesz, że jeśli byś się dowiedziała, to..... nie ważne, po co ja ci w ogóle o tym mówię. -po tych słowach zobaczyłam sylwetkę Justina zamykającą drzwi do domu. 

Czyli sprawa wygląda tak: pokłóciłam się z Justinem Bieberem, kolesiem, którego ledwo znam i tak naprawdę nic o nim nie wiem. A myślałam, że lepiej już być nie może.

Drew's perspective
Siedziałem w mojej celi i obmyślałem plan ucieczki. Nie mogę przecież tu na zawsze zostać, a Bieber na pewno zbajerował już Liz. 

Wstałem z łóżka i rozejrzałem się przez kraty. W pobliżu nie było nikogo, więc wziąłem przyniesiony ze sobą wcześniej łom, który ukryłem, i spróbowałem rozszerzyć kraty. Udało mi się, wyszedłem i poczułem nagłą wolność. Szybkim ruchem przebiegłem z więzienia do wyjścia, potem poszło gładko. Momentalnie uśmiechnąłem się do siebie i pojechałem w stronę domu. 

Wszedłem do środka i ujrzałem siedzącą na kanapie Liz. Na mój widok wzdrygnęła się i magicznie znalazła się przede mną.
-Drew? O mój boże, Drew! -powiedziawszy to przytuliła mnie, na co ja odwzajemniłem jej gest. Poczułem jej słodki zapach i od razu wiedziałem, że jej pragnę. -Ja... przepraszam. -speszyła się, na co uśmiechnąłem się pokazując jej, że wszystko jest ok. 
-Aż tak za mną tęskniłaś? -zapytałem poruszając zabawnie brwiami, na co dostałem lekko w brzuch. Kobiety.
-To nieistotne, istotne jest to, gdzie ty się podziewałeś? Zwariowałeś? Do tego wysyłasz jakiś swoich kolegów, żeby mnie pilnowali, a wiesz, że nie potrzebuję niańki? Niańki to może Kelsey potrzebować, ale nie ja, jestem dorosła i odpowiedzialna. -powiedziała dumnie, po czym wróciła do oglądania serialu. Wyglądała ślicznie w zwiewnej, białej koszulce i czarnych, krótkich spodenkach. Była.... jednym słowem idealna. 


***
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
  • Proszę was, nie zostawiajcie rozdziału BEZ KOMENTARZA!
  • Dodawajcie bloga do obserwujących NA DOLE!
  • Jeśli chcesz być informowany, napisz swój nick W KOMENTARZU pod rozdziałem!
  • Polecajcie opowiadanie znajomym belieberkom :)

27.04.2013

[ 03 ]

-Jeżeli ją dotknąłeś, to nie żyjesz. -zagroził mi Drew, a ja wybuchłem śmiechem.
-Prędzej twoja młodsza siostra zajdzie ze mną w ciąże. -zadrwiłem powodując w nim jeszcze większą złość.
-Chyba śnisz. Skończ te dziecinadę i mnie stąd wypuść. -powiedział.
-Co? Mam cię wypuścić? Żartujesz, zostaniesz tu do czasu, kiedy nie wypełnię swojego planu. Masz, pobaw się. -rzuciłem w niego gumową piłką, na co on wrzasnął.
-Koleś, gdzie ty mózg zgubiłeś? Rozkuj mnie albo zaraz zjawi się tu reszta Black Five, a z ich pomocą to ty będziesz leżał, a nie ja. -czułem, że go wkurzam i to bardzo, ale nie odpuszczę, będę go drażnił.
-Jeśli już skończyłeś to pozwól, że sobie pójdę, mam ważniejsze rzeczy do roboty niż gadanie z jakimś zdesperowanym chłopakiem. Trzymaj się, Drew, nie prędko stąd wrócisz. -pożegnałem się i poszedłem do głównego centrum naszej siedziby z wielkim uśmiechem na twarzy.

Elizabeth's perspective

Jest dokładnie 2 w nocy, a Drew nadal nie ma. Nie to, że się martwię, czy coś, ale to dziwne nawet jak na niego. Odkąd tu jestem, zawsze kazał mi wcześnie kłaść się spać, oczywiście go nie słuchałam. Kiedyś myślałam nad tym, żeby go śledzić, ale moje plany nigdy nie wypalały - albo sam mnie zauważał, albo ja byłam za głośno. W sumie Drew nie jest taki zły, mogłabym nawet zaryzykować, że jest całkiem pociągający, ale nie wiem, czy to jest właśnie to czego szukam. Poprawka, ja nie wiem, co to miłość i nie mam zamiaru jej doznawać. Prędzej wolałabym umrzeć niż się w kimś zakochać.

Dochodziła godzina 4, a ja nadal nie spałam myśląc o tym, co robi teraz mój przyrodni brat. Nawet nie wiedziałam, dlaczego to mnie tak pochłaniało. Powinnam po prostu się położyć i przestać się tym zadręczać, bo to nie moja sprawa.


Po kilku minutach postanowiłam się przejść po okolicy. Tak, wiem, to jest dziwne, ale nie mogłam zasnąć, więc świeże powietrze dobrze by mi zrobiło.


Szłam krętymi uliczkami, na których było mnóstwo śmieci. Obok są kosze, ale ludzie wolą wyrzucić wszystko na chodnik. Nienawidziłam tego od dziecka. Nagle poczułam szarpnięcie za ramię, gwałtownie się odwróciłam.

-Możesz mnie puścić? -powiedziałam, po czym ujrzałam twarz chłopaka. Zielone, głębokie oczy, wąskie usta i wielka blizna na policzku. Gdy ją zobaczyłam, po plecach przeszły mi ciarki.
-Możesz się zamknąć? -burknął bezczelnie, po czym mnie popchnął w stronę wielkiego, opuszczonego budynku, w którym kiedyś była elektrownia, teraz to nic nie warta buda.
-Puść mnie! - krzyknęłam, po czym wyrwałam się z jego uścisku i zaczęłam biec. Zdziwiłam się, bo gdy się odwróciłam jego już nie było. Momentalnie poczułam się jak na jakimś tanim horrorze.

Dobiegłam cała do domu. Zatrzasnęłam drzwi i znalazłam się w wielkim salonie. Ze wszystkich emocji musiałam usiąść na kanapie. Nigdy się tak nie bałam, więc dlaczego teraz zachowywałam się jak małe dziecko? Nie znałam zamiarów tego chłopaka, a jeśli ma coś wspólnego z niepojawieniem się Drew? Stop....dlaczego ja się martwię o niego? O tego dupka, który zostawił mnie z Kelsey? Muszę zacząć racjonalnie myśleć.


Justin's perspective

-Nie mam dla ciebie dziewczyny. -powiedział jeden z moich wysłanników.
-Słucham? -zdziwiłem się i podszedłem do niego bliżej, patrząc na niego pogardliwie.
-Nie mam dla ciebie tamtej dziewczyny. -powtórzył.
-Nie masz? Jak to nie masz? -zapytałem ze złością.
-Po prostu mi uciekła. -odpowiedział zażenowany, a ja natychmiast pociągnąłem za spust mojego pistoletu. Ciało Dextera natychmiast upadło na ziemię, brudząc podłogę. Krew z rany wylewała się powoli, a ja karmiłem tym widokiem swoje oczy. Uwielbiałem patrzeć na ludzi, którzy umierali. Czułem wtedy ich strach i ból. Nigdy nie miałem na sumieniu osoby, które zabiłem.

Poszedłem w kierunku celi Drew. Chłopak siedział zrezygnowany na metalowym łóżku.

-Wynoś się. -powitał mnie swoim ciepłym, miłym głosem.
-Też się cieszę, że cię widzę. -uśmiechnąłem się najszerzej, jak tylko potrafiłem.
-Powiedziałem, wynoś się. Nie mam ochoty oglądać twojej twarzy. -burknął i odwrócił się do ściany.
-Ale wiem, kogo masz ochotę oglądać. Spójrz. -na wyświetlaczu mojego iPhone'a pojawiło się zdjęcie Elizabeth.
-Zostaw mnie. -w jego głosie można było poczuć smutek. Frajer.
-Nie zdziw się, jak usłyszysz głośne jęki. -powiedziałem z satysfakcją.
-Masz zamiar się masturbować? -posłał mi sarkastyczny uśmiech.
-Mam dziewczyny na pęczki, w przeciwieństwie do ciebie, a dzisiaj w moim łóżku wyląduje...tak, owszem, Elizabeth. -stanąłem dumnie przed Drew. Dzieliły nas tylko kraty.
-Ona nawet na ciebie nie spojrzy. -prychnął.
-Wyślę ci mms-em jej zdjęcie z dzisiaj, podniecony? -zatrzasnąłem za sobą głośno drzwi i odszedłem korytarzem głośno się śmiejąc.

Elizabeth's perspective

Rozległ się dźwięk pukania do drzwi. Podeszłam do nich i otworzyłam je. Ujrzałam tego chłopaka, który był u mnie 2 dni temu i pomógł mi się zająć Kelsey.
-Cześć piękna, tęskniłaś? -wyszczerzył szereg swoich białych zębów.
-Nie, a ty? -zapytała z entuzjazmem.
-Gdy tylko zamknąłem oczy, twoja twarz się pojawiała. Czujesz się wybrana? -uniósł brwi.
-Raczej zażenowana twoim wysokim poziomem. -prychnęłam.
-Zadziorna, lubię takie. -uśmiechnął się zalotnie.
-Frajerowaci, rzygam takimi. -odpowiedziałam.
-Mogę wejść do środka? -spojrzał na mnie oczami słodkiego psiaka.
-Tylko na chwilę. -odparłam, po czym wpuściłam go do środka.


***
czytasz = komentujesz

  • Dodawajcie bloga do obserwujących!
  • Polecajcie znajomym belieberkom :)
  • Jeśli chcecie być informowani o NOWYCH rozdziałach - napiszcie swój nick w komentarzu :)
@brookstube

23.04.2013

[ 02 ]

Gorące promienie słońca wlatywały do mojego pokoju otulając moją twarz. Jedyne, czego pragnęłam, to zostać w łóżku i nie wychodzić. Moje życie jest istnym koszmarem. Odkąd zaczęłam uczęszczać do nowej szkoły codziennie spotykam się z hejtami. Codziennie jestem wyśmiewana. Nie rusza mnie to, ale męczy.

Drzwi do mojego małego pokoju uchyliły się ukazując twarz Drew. Jego ciemnobrązowe oczy wpatrywały się we mnie. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Zrobiłem nam śniadanie, chodź. -powiedział i wyciągnął do mnie rękę. Od razu gdy trafiłam do tej rodziny Drew jest dla mnie najmilszy i to jest najdziwniejsze, bo nikt nigdy nie był dla mnie miły.
-I tak cię nie lubię. -odparłam, a na mojej twarzy pojawił się grymas.

Kuchnię wypełniała woń naleśników posmarowanych nutellą. Przy niewielkim stoliku siedziała już Kelsey, młodsza siostra Drew. Jej małe oczka spojrzały na mnie z lekkim przerażeniem. Nie dziwię jej się, czasami sama siebie się boję.
-Cz-cześć. -przywitała mnie niepewnie i chyba od razu tego pożałowała.
-Hej. -chyba ją zdziwiła moja reakcja, ponieważ lekko się uśmiechnęła.

Zajęłam miejsce na przeciwko niej i zaczęłam jeść. Oboje wpatrywali się we mnie jakbym była obrazem wystawionym w muzeum. Trochę mnie to wkurzało.
-Liz, dzisiaj będziesz musiała zająć się Kelsey, bo rodziców nie ma w domu, a ja mam własne sprawy na głowie. -powiedział Drew przeżuwając kawałek naleśnika.
-W takim razie twoje sprawy będą musiały poczekać, bo nie mam zamiaru siedzieć cały dzień w domu i niańczyć dziecko. -prychnęłam.
-Czy tego chcesz, czy nie i tak to zrobisz. -spojrzał na mnie i cwaniacko się uśmiechnął.
-Odwal się. -burknęłam i wstałam. Nie miałam zamiaru dalej z nim jeść bo jeszcze chwila i bym go zamordowała. Poszłam do swojego pokoju i odpaliłam laptopa.

Weszłam na twittera. Od razu pojawiło się na mnie mnóstwo hejtów od Taylor. Jest niewysoką, szczupłą brunetką o zielonych oczach. Pomimo, że jej nie lubię to uważam, że jest naprawdę ładna. Mówią na nią 'szkolna dziwka', ponieważ przespała się już tyloma chłopakami ze szkoły, że przy dwudziestym już każdy przestał liczyć. Posiada swoją służącą, Valentine - ona jest od niej znacznie wyższa, ma blond włosy i brązowe oczy. Jest na każde jej skinienie, co powoduje u mnie wymioty. Jak można dawać sobą tak bardzo pomiatać?

Usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi, co oznaczało, że Drew wyszedł i zostawił mnie z Kelsey. Dupek.

Drew's perspective
Wszedłem do swojego czarnego range rovera i szybko pojechałem w kierunku siedziby naszego gangu. Z bocznych drzwi samochodu wyjąłem paczkę papierosów, po czym odpaliłem jednego i zaciągnąłem się. Dojeżdżając do celu ujrzałem znajomy samochód. Justin Bieber tu jest? No proszę, będzie ciekawie.

Przeszedłem przez kilka krętych korytarzy i wszedłem do niedużego pomieszczenia, a moim oczom ukazali się chłopcy z Purple Ninjas.
-A gdzie wasz przywódca? Czyżby go strach obleciał? -zakpiłem.
-Tu jestem, Drew i na twoim miejscu zostałbym w domu, wiesz? Skujcie go. -wydał rozkaz, a przede mną momentalnie pojawiły się te kołki. Niestety, byłem zbyt wolny, aby ich powstrzymać i w mgnieniu oka leżałem już powalony na ziemi.
-Co ty chcesz zrobić? I tak z nami nie wygrasz. -splunąłem.
-Czekaj, jak ona ma na imię? Elizabeth? -zapytał upewniając się.
-Czego od niej chcesz? -drgnąłem na samą myśl o niej.
-Do zobaczenia, Drew. -pożegnał się i wyszedł.

Justin's perspective
Szybko znalazłem się pod domem rodziny Murray. Zadzwoniłem do drzwi, po czym uchyliła je wysoka, długowłosa blondynka.
-Hej, jestem Justin, Drew poprosił mnie, żebym przyszedł i pomógł ci opiekować się Kelsey. -powiedziałem najbardziej przekonująco jak umiałem.
-Ok? -zdziwiła się i pokazała, abym wszedł do środka.

Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. Dziewczyna przysiadła się obok i razem zaczęliśmy oglądać 'The Vampire Diaries'. Spojrzałem na nią. Była taka skupiona na serialu, że nie obchodziło ją nic poza tym.
-Może zamówimy pizzę? -zaproponowałem.
-Jak chcesz. -powiedziała obojętnie.

Po kilkunastu minutach pizza przyszła i we trójkę całą zjedliśmy. Po kilku godzinach dobiegła pora mojego powrotu. Wstałem, założyłem moje fioletowe supry i pożegnałem się.
-Do zobaczenia wkrótce. -uśmiechnąłem się zalotnie do Liz.

Znalazłem się pod siedzibą Black Five. Wszedłem do środka, a Drew leżał dokładnie w tym samym  miejscu, kiedy opuszczałem budynek. Podszedłem do niego.
-Ta Elizabeth jest niezła w łóżku. -szepnąłem, a na jego twarzy pojawiła się złość i chęć zabicia mnie.


***
To tak, chyba mi trochę nie wyszedł ten rozdział, ale dramatu jako tako nie ma :) 
Mam do was prośbę: komentujcie zawsze gdy przeczytacie, bo nie wiem
ile osób czyta to opowiadanie, ok? Możemy się tak umówić? Byłabym wdzięczna :)
I JEDNA WAŻNA SPRAWA: Jeżeli chcecie być informowani o NOWYCH rozdziałach,
napiszcie swój nick z twittera w komentarzu!

To tyle, dziękuję wam za czytanie :)

21.04.2013

[ 01 ]

ZANIM PRZECZYTACIE TEN ROZDZIAŁ - PRZECZYTAJCIE FABUŁĘ :)



-Elizabeth, jest coś, o czym musisz wiedzieć. -powiedziała drżącym głosem moja ciocia, po czym wskazała miejsce obok siebie na kanapie.
-Tylko szybko. -prychnęłam, ponieważ nie byłam w dobrym humorze.
-Przykro mi to mówić, ale...twoi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Nie było żadnych szans na uratowanie ich życia. -odparła, a do jej oczu momentalnie napłynęły łzy, spływając po jej rozpalonym policzku.

Poczułam mocne ukłucie w klatce piersiowej, a zaraz potem głośno jęknęłam. Mój mózg nie chciał przetworzyć tego, co moje uszy właśnie usłyszały. Byłam w totalnym szoku, a moje ciało ogarnął paraliż. Nie mogłam wydobyć z siebie ani jednego słowa, jakby mój głos został odebrany tak samo, jak życie moich rodziców w ułamku sekundy.

-Elizabeth? -głos mojej cioci wyrwał mnie z moich kłębiących się myśli.
-Zostaw mnie! -warknęłam, po czym od razu pobiegłam na górę do swojego pokoju. Sprawnym ruchem wyjęłam z szafki pudełko po butach, w którym była ukryta żyletka. Światło padające na nią sprawiło, że błyszczała. Usiadłam na łóżku i zwinnie przejechałam zimną stalą po mojej skórze, uwalniając bordową krew. Gęsta ciecz wolno spływała po mojej ręce. Czułam, że z każdą uronioną kropką mój ból się zmniejszał. To powodowało, że zaczęłam przecinać swoją skórę znacznie szybciej. Mój oddech był nie równy, a serce biło coraz mniej energiczniej. 

W pewnym momencie drzwi mojego pokoju uchyliły się, ukazując moją ciocię. Pobladła widząc mnie i natychmiast wyrwała mi ostrze z ręki. Moje oczy powoli się zamykały dając mi długo wyczekiwaną ulgę. 

Obudziłam się rozglądając po pokoju. Białe ściany, meble... białe wszystko. Od razy domyśliłam się, że nie jestem w swoim pokoju. Do pomieszczenia weszła pielęgniarka (przynajmniej tak stwierdziłam po jej stroju) i położyła na małym stoliczku obok mnie kubek. 
-Musisz to wypić. -powiedziała wskazując na naczynie.
-Nie będziesz mi mówić, co mam robić. -przecedziłam przez zęby i odwróciłam się na drugi bok. Kobieta opuściła pomieszczenie wyklinając mnie pod nosem.

Zamknęłam oczy z nadzieję, że zaznam chwili spokoju, lecz przerwali mi ją dwaj panowie w czarnych mundurach i moja ciocia.
-Elizabeth Roy, za prośbą twojej cioci zostajesz umieszczona w rodzinie zastępczej. Jutro do nich pojedziesz, a dzisiaj masz dzień odpoczynku. -powiedział ten niższy, po czym oboje ulotnili się zostawiając mnie twarzą w twarz z kobietą, której już w ogóle nie poznawałam.
-Dlaczego? -tylko to pytanie nasuwało mi się na myśl.
-Elizabeth.... przerażasz mnie. Rozumiem, że czujesz się bezsilnie, ale sięganie po żyletkę nie sprawi, że oni wrócą. Widząc cię w takim stanie na pewno byliby tak samo zaniepokojeni jak ja, dlatego pomyślałam, że jak oderwiesz się od tego życia i zaczniesz nowe, lepsze, to wszystko się jakoś ułoży. Do zobaczenia wkrótce. -po tych słowach pocałowała mnie w czoło i tak po prostu odeszła. Zastanawiam się, kto tu pokazał bardziej, że jest bezsilny. Po tym wszystkim znalazłam się w objęciach Morfeusza*.

Jeden dzień później.

-Witaj w naszym domu,  ja jestem Rob, a to moja żona Ellie. Na kanapie siedzi nasz 18 letni syn, Drew i jego młodsza siostra, Kelsey. Cieszymy się, że teraz będziesz częścią  naszej rodziny. -powiedział siwowłosy mężczyzna.

Te wydarzenia szybko przemknęły w mojej głowie przypominając mi ból, jaki wtedy czułam. Nigdy się od tego nie uwolnię.

***
Ok, więc jeśli spodobał wam się pierwszy rozdział i chcecie być informowani,
napiszcie swój nick z twittera w zakładce 'informowani' oraz
możecie dodać się do obserwatorów na dole.

czytasz = komentujesz
liczę teraz na wasze komentarze, bo naprawdę liczy się dla mnie wasza opinia