Justin's perspective
Zdjąłem moje czarne supry, poszedłem do salonu i położyłem się na kanapie.
-Nie za wygodnie ci? -zapytała Liz.
-Byłoby wygodniej, gdybyś położyła się obok mnie. -uśmiechnąłem się zadziornie.
-Odpuszczę sobie tą przyjemność. -powiedziała i usiadła na fotelu obok.
-Nie zaproponujesz mi czegoś do picia? -zdziwiłem się.
-Nie. -prychnęła.
-Czemu jesteś dla mnie taka nie miła? -zapytałem.
-Taka już jestem. -odpowiedziała, po czym skupiła się na filmie.
Po kilku minutach wstałem i poszedłem do kuchni. Nalałem sobie wody, wrzuciłem trochę lodu i wracając na swoje miejsce potknąłem się i wylądowałem na Liz.
-Justin, idioto, to jest zimne! -syknęła.
Po skórze jej szyi wolno spływała kostka lodu. Bez zastanowienia przybliżyłem swoją twarz, wziąłem ją w wargi, starając się jak najbardziej musnąć jej szyję. Poczułem, że przez jej ciało przeszedł lekki dreszcz. Spojrzałem na nią swoim uwodzicielskim wzrokiem. Na jej policzkach pojawiły się czerwone rumieńce. Nasze twarze dzieliły tylko milimetry.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pomieszczenia wtargnęli dwaj członkowie Black Five.
Elizabeth's perspective
Na widok kolegów Drew, Justin momentalnie oderwał się ode mnie, a ja poczułam zawód, że nie doszło do czegoś więcej, niż tylko patrzenie na siebie.
-Wow, Bieber, już zaciągnąłeś kolejną do łóżka? -zapytali z przytłumionym śmiechem.
-To nie wasz pieprzony interes. -burknął, podchodząc do nich.
-Może nas nie, ale Drew na pewno zainteresuje ta wiadomość. -powiedział jeden z nich.
-Jeśli jesteście trochę bardziej mądrzejsi niż wyglądacie to radziłbym wam ze mną nie zadzierać. -zakomunikował Justin.
-Spokojnie, przyszliśmy tylko zaopiekować się Elizabeth. -teraz powiedział to ten drugi.
-Co? -zapytałam z niedowierzaniem.
-To co usłyszałaś, ślicznotko. -odparł ten pierwszy.
-Nie potrzebuję opieki, ale jeśli jeszcze raz mnie tak nazwiesz, ty jej będziesz potrzebował. -zagroziłam.
-Zadziorna, musi być piekielnie dobra w łóżku, dlatego Bieber tu jest. -powiedział frajer numer dwa.
-Wynocha. -warknęłam.
-Nic z tego. -uśmiechnęli się obaj do mnie.
-Albo zrobicie to po dobroci i wyjdziecie, albo wam w tym pomogę. -odezwał się Justin.
Jeden z nich zamachnął się z całej siły, celując pięścią w twarz Biebsa. Przygotowałam się na nieprzyjemny plask. Justin zrobił jednak szybki unik i walnął przeciwnika łokciem w twarz. Następnie mocny wykop. Cios wylądował tuż nad pępkiem.
-Wygrałeś. -odezwał się drugi. -Zjeżdżamy stary. -pomógł wstać temu, który dostał i momentalnie zniknęli.
-Co tu się do jasnej cholery przed chwilą stało? -zapytałam.
-Nic, co cię powinno interesować. -odpowiedział spokojnie.
-Przyszli do mnie, więc raczej powinno interesować. -burknęłam.
-Nie wtykaj swojej ładnej buźki w nie swoje sprawy, dobrze? -mocno zaakcentował słowo nie swoje.
-Nie dobrze, będę robić co będę chciała, a ty nie masz prawa za mnie decydować. Wyjdź. -powiedziałam stanowczo, coraz bardziej działał mi na nerwy.
-Wiesz, że jeśli byś się dowiedziała, to..... nie ważne, po co ja ci w ogóle o tym mówię. -po tych słowach zobaczyłam sylwetkę Justina zamykającą drzwi do domu.
Czyli sprawa wygląda tak: pokłóciłam się z Justinem Bieberem, kolesiem, którego ledwo znam i tak naprawdę nic o nim nie wiem. A myślałam, że lepiej już być nie może.
Drew's perspective
Siedziałem w mojej celi i obmyślałem plan ucieczki. Nie mogę przecież tu na zawsze zostać, a Bieber na pewno zbajerował już Liz.
Wstałem z łóżka i rozejrzałem się przez kraty. W pobliżu nie było nikogo, więc wziąłem przyniesiony ze sobą wcześniej łom, który ukryłem, i spróbowałem rozszerzyć kraty. Udało mi się, wyszedłem i poczułem nagłą wolność. Szybkim ruchem przebiegłem z więzienia do wyjścia, potem poszło gładko. Momentalnie uśmiechnąłem się do siebie i pojechałem w stronę domu.
Wszedłem do środka i ujrzałem siedzącą na kanapie Liz. Na mój widok wzdrygnęła się i magicznie znalazła się przede mną.
-Drew? O mój boże, Drew! -powiedziawszy to przytuliła mnie, na co ja odwzajemniłem jej gest. Poczułem jej słodki zapach i od razu wiedziałem, że jej pragnę. -Ja... przepraszam. -speszyła się, na co uśmiechnąłem się pokazując jej, że wszystko jest ok.
-Aż tak za mną tęskniłaś? -zapytałem poruszając zabawnie brwiami, na co dostałem lekko w brzuch. Kobiety.
-To nieistotne, istotne jest to, gdzie ty się podziewałeś? Zwariowałeś? Do tego wysyłasz jakiś swoich kolegów, żeby mnie pilnowali, a wiesz, że nie potrzebuję niańki? Niańki to może Kelsey potrzebować, ale nie ja, jestem dorosła i odpowiedzialna. -powiedziała dumnie, po czym wróciła do oglądania serialu. Wyglądała ślicznie w zwiewnej, białej koszulce i czarnych, krótkich spodenkach. Była.... jednym słowem idealna.
-Co tu się do jasnej cholery przed chwilą stało? -zapytałam.
-Nic, co cię powinno interesować. -odpowiedział spokojnie.
-Przyszli do mnie, więc raczej powinno interesować. -burknęłam.
-Nie wtykaj swojej ładnej buźki w nie swoje sprawy, dobrze? -mocno zaakcentował słowo nie swoje.
-Nie dobrze, będę robić co będę chciała, a ty nie masz prawa za mnie decydować. Wyjdź. -powiedziałam stanowczo, coraz bardziej działał mi na nerwy.
-Wiesz, że jeśli byś się dowiedziała, to..... nie ważne, po co ja ci w ogóle o tym mówię. -po tych słowach zobaczyłam sylwetkę Justina zamykającą drzwi do domu.
Czyli sprawa wygląda tak: pokłóciłam się z Justinem Bieberem, kolesiem, którego ledwo znam i tak naprawdę nic o nim nie wiem. A myślałam, że lepiej już być nie może.
Drew's perspective
Siedziałem w mojej celi i obmyślałem plan ucieczki. Nie mogę przecież tu na zawsze zostać, a Bieber na pewno zbajerował już Liz.
Wstałem z łóżka i rozejrzałem się przez kraty. W pobliżu nie było nikogo, więc wziąłem przyniesiony ze sobą wcześniej łom, który ukryłem, i spróbowałem rozszerzyć kraty. Udało mi się, wyszedłem i poczułem nagłą wolność. Szybkim ruchem przebiegłem z więzienia do wyjścia, potem poszło gładko. Momentalnie uśmiechnąłem się do siebie i pojechałem w stronę domu.
Wszedłem do środka i ujrzałem siedzącą na kanapie Liz. Na mój widok wzdrygnęła się i magicznie znalazła się przede mną.
-Drew? O mój boże, Drew! -powiedziawszy to przytuliła mnie, na co ja odwzajemniłem jej gest. Poczułem jej słodki zapach i od razu wiedziałem, że jej pragnę. -Ja... przepraszam. -speszyła się, na co uśmiechnąłem się pokazując jej, że wszystko jest ok.
-Aż tak za mną tęskniłaś? -zapytałem poruszając zabawnie brwiami, na co dostałem lekko w brzuch. Kobiety.
-To nieistotne, istotne jest to, gdzie ty się podziewałeś? Zwariowałeś? Do tego wysyłasz jakiś swoich kolegów, żeby mnie pilnowali, a wiesz, że nie potrzebuję niańki? Niańki to może Kelsey potrzebować, ale nie ja, jestem dorosła i odpowiedzialna. -powiedziała dumnie, po czym wróciła do oglądania serialu. Wyglądała ślicznie w zwiewnej, białej koszulce i czarnych, krótkich spodenkach. Była.... jednym słowem idealna.
***
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
- Proszę was, nie zostawiajcie rozdziału BEZ KOMENTARZA!
- Dodawajcie bloga do obserwujących NA DOLE!
- Jeśli chcesz być informowany, napisz swój nick W KOMENTARZU pod rozdziałem!
- Polecajcie opowiadanie znajomym belieberkom :)
